No i zdarzyła się dłuższa nieobecność. Wszystko spowodowane jakimś choróbskiem. Od tygodnia więc siedzę i denerwuję się a to na choróbsko, a to na jakieś nadchodzące zaliczenie.
Na szczęście powoli dochodzę do siebie, dwa kolokwia zaliczone, a przede mną ostatnie dwa egzaminy, przed którymi zgrzytam zębami. Łatwo nie będzie.
Z pracą różnie. Raz jest, raz nie ma, choć podobno ma być niedługo lepiej, zobaczymy.
Wizyta w operze również była. Zdjęcia sprzed wyjścia wyszły niewyraźne, więc nie mam co wstawiać. Może to przez pośpiech żeby zdążyć na autobus, a może przez moje już wtedy niewyraźne samopoczucie. :)
Poza tym prawie wszystko na plus. Rozczarował mnie trochę budynek opery. Okazała Opera Nova w Bydgoszczy w środku nie skrywała żadnych artystycznych tajemnic. Pamiętam wizytę w filharmonii, gdzie korytarze, foyer wypełnione były obrazami, rzeźbami. Obcowało się ze sztuką, podczas spacerowania i pogawędki można było zawiesić na czymś oko, usiąść w gustownym meblu.
Opera zaś zachowuje nowoczesny i surowy wygląd. Obejrzeć można jedynie stroje wykorzystywane w sztukach. W centrum znajduje się barek, w którym nawet nie pachnie świeżo mieloną kawą. Większość odwiedzających i tak decyduje się na drogie alkohole i ekstrawaganckie napoje.
Ludzie też trochę rozczarowali. O spóźnianiu się nie wspomnę bo to zjawisko irytuje mnie zawsze i wszędzie jako cholerycznie punktualną.
Miałam to nieszczęście siedzieć przed duszącą się od kaszlu panią. Akustyka w sali bardzo dobra, więc rozchodziło się to wszędzie. Wiem, że może to akurat odruch fizjologiczny, ale ja też smarkająca i kichająca, nafaszerowana lekami starałam się być jak najciszej.
Poza tym widowisko było cudowne. Od momentu kiedy odsłoniła się scena, po chwilę gdy opadała czerwona kurtyna siedziałam zafascynowana wpatrując się w to co działo się na scenie. To jest zupełnie inny świat. Podziw dla aktorów, śpiewaków, którzy potrafią wyczyniać takie rzeczy z głosem.
Niesamowity świat... Piękne stroje, garderoby, kwiaty od wielbicieli. Szkoda, że nie dostałam w darze operowego głosu. :)
Planujemy już kolejne odwiedziny kultury. Może teraz dla odmiany filharmonia. Póki co jesteśmy w zawieszeniu, wiadomo -sesja.
A byłbym zapomniała. Uczelnia w ostatnim semestrze mojej nauki obdarowała mnie planem zajęć wymarzonym - zajęcia będę miała tylko we wtorki. Skaczę z radości i zacieram ręce. Zaczynam szukać pracy! Zapału mam pewnie więcej niż bydgoskie realia dadzą radę udźwignąć, ale pożyjemy zobaczymy.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Czas start.
Jak to zwykle bywa po tym jak ponarzekałam sobie na zapracowany styczeń los spłatał figla. Pracy nie ma. Zleceń nie ma. Jakaś dziwna posucha zapanowała chyba na rynku transkrypcji. Na razie mi to na rękę bo właśnie zaczynam sesję. Zobaczymy co będzie później. Mam jednak nadzieję, że nie będę musiała szukać jakiejś innej dorywczej posadki. Taki to niestety urok pracy na umowę zlecenie.
Na uczelni startuję jutro i jak burza zamierzam zaliczyć pierwsze kolokwium.
A w niedzielę wymarzony wieczór w operze. Kreacja specjalnie na tą okazję zakupiona wisi już w szafie. Zdjęcia i relacja niewykluczone - to już będzie taka mała tradycja po wizycie w filharmonii. :)
Teraz czas na ostatnią powtórkę materiału i pozostało śnić o meandrach resocjalizacji. Życzcie mi więc przyjemnych snów.
Dobranoc! :)
Na uczelni startuję jutro i jak burza zamierzam zaliczyć pierwsze kolokwium.
A w niedzielę wymarzony wieczór w operze. Kreacja specjalnie na tą okazję zakupiona wisi już w szafie. Zdjęcia i relacja niewykluczone - to już będzie taka mała tradycja po wizycie w filharmonii. :)
Teraz czas na ostatnią powtórkę materiału i pozostało śnić o meandrach resocjalizacji. Życzcie mi więc przyjemnych snów.
Dobranoc! :)
środa, 1 stycznia 2014
Oby lepiej
Jeśli cały rok taki jak pierwszy stycznia to cały przyszły będę sprzątać, jeść, pracować i zmagać się z problemami technicznymi. Mam jednak nadzieję na nieco inne plany :)
Wolne błysnęło mi tylko przed oczami, zanęciło zmysły i skończyło się. Przepełnione katarem i mękami nad notatkami. Teraz znów trzeba będzie kraść wolne chwile, ale ja już jestem w tym mistrzem:)
Snuję plany, tym razem noworoczne, bardziej osiągalne. Nad zdobyciem magistra nawet specjalnie się nie zatrzymuję. Nie przyjmuję innej opcji, po prostu trzeba. Bardziej kombinuję nad zdobyciem zatrudnienia.
Parę kilo w dół też bym chciała i dopisuję takie twarde postanowienie. Za cel ustanawiam też zdobycie małego, nie własnego, ale samodzielnego kącika do mieszkania.
Nosić więcej sukienek, częściej się uśmiechać, pisać w konkursach, znowu poczuć żyłkę rywalizacji, raz w miesiącu odwiedzić basen, ale i znaleźć chwilę na upieczenie pysznego ciacha.
Rozliczajcie mnie z tego bez skrupułów:)
Starego roku nie wspominam i nie podsumowuję. Po co taplać się w myślach, zawiłościach, dawnych wydarzeniach. Co błędów popełniłam, to popełniłam, ( ale się nauczyłam) co się zdarzyło, to się zdarzyło. Przyszły rok i tak musi być lepszy. I koniec.
Jak sobie obiecuję tak i robię. Kończę z wielkim uśmiechem na twarzy - uśmiecham się do was i życzę wam tego czego sobie życzycie.
:)
Wolne błysnęło mi tylko przed oczami, zanęciło zmysły i skończyło się. Przepełnione katarem i mękami nad notatkami. Teraz znów trzeba będzie kraść wolne chwile, ale ja już jestem w tym mistrzem:)
Snuję plany, tym razem noworoczne, bardziej osiągalne. Nad zdobyciem magistra nawet specjalnie się nie zatrzymuję. Nie przyjmuję innej opcji, po prostu trzeba. Bardziej kombinuję nad zdobyciem zatrudnienia.
Parę kilo w dół też bym chciała i dopisuję takie twarde postanowienie. Za cel ustanawiam też zdobycie małego, nie własnego, ale samodzielnego kącika do mieszkania.
Nosić więcej sukienek, częściej się uśmiechać, pisać w konkursach, znowu poczuć żyłkę rywalizacji, raz w miesiącu odwiedzić basen, ale i znaleźć chwilę na upieczenie pysznego ciacha.
Rozliczajcie mnie z tego bez skrupułów:)
Starego roku nie wspominam i nie podsumowuję. Po co taplać się w myślach, zawiłościach, dawnych wydarzeniach. Co błędów popełniłam, to popełniłam, ( ale się nauczyłam) co się zdarzyło, to się zdarzyło. Przyszły rok i tak musi być lepszy. I koniec.
Jak sobie obiecuję tak i robię. Kończę z wielkim uśmiechem na twarzy - uśmiecham się do was i życzę wam tego czego sobie życzycie.
:)
czwartek, 26 grudnia 2013
Po świętach
I po świętach.
Było by milej gdybym nie miała ogromnego kataru.
Ale i tak było miło, smacznie i rodzinnie. Tak jak być powinno.
Odpoczywam jednak mimo smarkania, zabieram się też za naukę. Wkucie 50 stron będzie nie lada wyczynem, ale trzeba dać radę.
I planuję, planuję, planuję. Do napiętego grafiku stycznia doszła wizyta w kinie i co najważniejsze upragniony wieczór w operze! Taki wspaniały prezent sprawił mikołaj, już się nie mogę doczekać.
Przed sylwestrem jeszcze mały wypad na mecz koszykówki, a sam nowy rok przywitam tak jak chciałam - kameralnie. Są plany, są postanowienia. Teraz tylko ładuję każdy akumulatorek w moim ciele żeby wejść w ten przyszły rok z uśmiechem i siłą, tak by sprostać każdemu wyzwaniu.
Więc uśmiecham się mimo wszystko nawet na ten stos notatek. A chodzę z głową w chmurach i jakoś nie mogę wrócić na ziemię :)
Było by milej gdybym nie miała ogromnego kataru.
Ale i tak było miło, smacznie i rodzinnie. Tak jak być powinno.
Odpoczywam jednak mimo smarkania, zabieram się też za naukę. Wkucie 50 stron będzie nie lada wyczynem, ale trzeba dać radę.
I planuję, planuję, planuję. Do napiętego grafiku stycznia doszła wizyta w kinie i co najważniejsze upragniony wieczór w operze! Taki wspaniały prezent sprawił mikołaj, już się nie mogę doczekać.
Przed sylwestrem jeszcze mały wypad na mecz koszykówki, a sam nowy rok przywitam tak jak chciałam - kameralnie. Są plany, są postanowienia. Teraz tylko ładuję każdy akumulatorek w moim ciele żeby wejść w ten przyszły rok z uśmiechem i siłą, tak by sprostać każdemu wyzwaniu.
Więc uśmiecham się mimo wszystko nawet na ten stos notatek. A chodzę z głową w chmurach i jakoś nie mogę wrócić na ziemię :)
środa, 18 grudnia 2013
Zapachniało
Zapachniało świętami.
Zrobiłam prezentację napisałam esej, mam za sobą lekarzy i czekanie, nawiązałam kontakt ze szkołami ( jest obiecująco, ale nie zapeszam).
Jeszcze jedne zajęcia, jeszcze tylko odrobinę zleceń i wolne.
I wreszcie mogę zacząć rozluźnić zestresowane mięśnie, odpocząć i zebrać siły na bardzo, bardzo pracowity, przepełniony nauką styczeń. To będzie dla mnie prawdziwy sprawdzian czy dam radę pogodzić i pracę i multum nauki, ale od czego jest organizacja?
Jak mówiłam zapachniało świętami.
I omijam w myślach wszystkie mini mikołaje i ozdoby świąteczne na mieście.
Święta rozumiem jako ciepło na sercu, że mam bliskich, że mam dla kogo piec jutro multum muffinek, które mam nadzieję się udadzą.
No i wszędzie rozchodzi się zapach mandarynek
Tylko śniegu brakuje do całości, no ale śnieg był na Wielkanoc w tym roku. Nie można mieć wszystkiego :)
Zrobiłam prezentację napisałam esej, mam za sobą lekarzy i czekanie, nawiązałam kontakt ze szkołami ( jest obiecująco, ale nie zapeszam).
Jeszcze jedne zajęcia, jeszcze tylko odrobinę zleceń i wolne.
I wreszcie mogę zacząć rozluźnić zestresowane mięśnie, odpocząć i zebrać siły na bardzo, bardzo pracowity, przepełniony nauką styczeń. To będzie dla mnie prawdziwy sprawdzian czy dam radę pogodzić i pracę i multum nauki, ale od czego jest organizacja?
Jak mówiłam zapachniało świętami.
I omijam w myślach wszystkie mini mikołaje i ozdoby świąteczne na mieście.
Święta rozumiem jako ciepło na sercu, że mam bliskich, że mam dla kogo piec jutro multum muffinek, które mam nadzieję się udadzą.
No i wszędzie rozchodzi się zapach mandarynek
Tylko śniegu brakuje do całości, no ale śnieg był na Wielkanoc w tym roku. Nie można mieć wszystkiego :)
środa, 11 grudnia 2013
Plany i marzenia
Czas znów przecieka przez palce. Przed chwilą był zimny, ponury listopad, tymczasem już dreptałam po grudniowym śniegu.
Ze znajomymi na roku z przerażeniem patrzymy na siebie stwierdzając, że to już zaraz koniec. Jak zatrzymać ten czas?
Grudzień, zaraz święta, choć ja jeszcze nie czuję tej atmosfery.
Na mojej stałej liście rzeczy do zrobienia wyrosło przekonanie paru szkół średnich abym mogła przeprowadzić u nich ankiety do pracy magisterskiej. Boję się jak pierwszoklasista, bo to temat nieco bardziej intymny niż zwykle. A wiadomo jak to jest czasem z dyrektorami dbającymi o nieskazitelne opinie swej szkoły.
Chyba jednak dam radę, co?
Nie lubię czekania i lekarzy. A przede mną i to i to. Po drodze jakaś tam prezentacja, coś tam do napisania, kilka zleceń w pracy. I potem wolne! O ile szefowa się zgodzi, ale nie ma wyjścia. Muszę kiedyś w spokoju powylegiwać się przed telewizorem, a kiedy jak nie w święta z pełnym brzuszkiem od smakołyków?
A marzenia się nie kończą. Co jakiś czas przeglądam kawalerki do wynajęcia, choć prawdziwe myślenie o takiej pewnie dopiero w czerwcu.
I jak co roku nie mamy gdzie się podziać w sylwestra. Jakieś bale nie dla nas, domówki nie ma gdzie. Mi to w sumie niewiele do szczęścia potrzeba. Może być kieliszek szampana, gwieździste niebo i On. I tak przez całe życie.:)
Pozdrawiam was!
Ze znajomymi na roku z przerażeniem patrzymy na siebie stwierdzając, że to już zaraz koniec. Jak zatrzymać ten czas?
Grudzień, zaraz święta, choć ja jeszcze nie czuję tej atmosfery.
Na mojej stałej liście rzeczy do zrobienia wyrosło przekonanie paru szkół średnich abym mogła przeprowadzić u nich ankiety do pracy magisterskiej. Boję się jak pierwszoklasista, bo to temat nieco bardziej intymny niż zwykle. A wiadomo jak to jest czasem z dyrektorami dbającymi o nieskazitelne opinie swej szkoły.
Chyba jednak dam radę, co?
Nie lubię czekania i lekarzy. A przede mną i to i to. Po drodze jakaś tam prezentacja, coś tam do napisania, kilka zleceń w pracy. I potem wolne! O ile szefowa się zgodzi, ale nie ma wyjścia. Muszę kiedyś w spokoju powylegiwać się przed telewizorem, a kiedy jak nie w święta z pełnym brzuszkiem od smakołyków?
A marzenia się nie kończą. Co jakiś czas przeglądam kawalerki do wynajęcia, choć prawdziwe myślenie o takiej pewnie dopiero w czerwcu.
I jak co roku nie mamy gdzie się podziać w sylwestra. Jakieś bale nie dla nas, domówki nie ma gdzie. Mi to w sumie niewiele do szczęścia potrzeba. Może być kieliszek szampana, gwieździste niebo i On. I tak przez całe życie.:)
Pozdrawiam was!
poniedziałek, 25 listopada 2013
Motywacja
Motywacji czasem mi trzeba. Kiedy znów muszę wstać rano i zacząć stukać w klawisze. Kiedy o świcie marznę na przystanku. Żeby wieczorem coś posprzątać, ogarnąć, napisać notkę na bloga. Jestem jednak mechanizmem samonapędowym (zwykle) i potrafię wykrzesać siły, zmusić się, nawet czerpać przyjemność z tego, że o świecie mogę obserwować budzący się krajobraz miasta.
Nie o tym jednak chciałam. Inspirują mnie ostatnio moi dalecy znajomi, którzy są bardzo aktywni na sławnym portalu F. Ja należę do tych użytkowników przyczajonych. Ja nie klikam, jak już to rzadko, nie piszę, nie chwalę się, nie umieszczam tych najbardziej intymnych informacji. Jestem po prostu, obserwuję i co dla mnie najważniejsze udzielam się w mojej grupie uczelnianej.
Niektórzy mają jednak mają inne pomysły na aktywność. Z podziwem oglądam poczynania jednej z moich znajomych, która jakiś czas temu rzuciła studia i poczęła wspinać się po szczeblach kariery w jednej z sieci handlu, w bardzo sławnym dziś marketingu wielopoziomowym. Chwała jej za to, niech pracuje. Dlaczego jednak wykorzystuje F jako platformę do... no właśnie do czego?
Każdego poranka, każdego wieczora, dzień w dzień widzę wpisy na temat owej motywacji. Święte słowa na temat szczęścia, dążenia do perfekcji, motywacja, motywacja, motywacja, sukces. O tak, sukces to słowo klucz.
Czy coś tu jednak nie zgrzyta? Codzienny cytat o sukcesie i motywacji w dążeniu do niego, trochę już mdli. Niektóre zdania ocierają się ideologią o jakąś sektę, która wbija do głowy swoim członkom te same hasła. Szkoli armię, która powtarza: sukces, sukces, sukces.
Ja tymczasem żyję po swojemu. I naprawdę po swojemu - nie powtarzam po nikim pustych haseł. Sukcesy, które osiągam kreuję sama, nikt mi ich nie podpowiada.
Codziennie małe, malutkie sukcesiki, małe motywacje. Kolejne dokończone zlecenie, parę pomysłów, kolejne kartki pracy magisterskiej, opanowanie zamętu na uczelni, wypłata na koncie ( oj to duża motywacja!), kieliszek wina, który wypijam szczęśliwa, w spokoju. Jego pocałunek wieczorem, przyjemne uczucie, że On nadal jest obok mnie, snucie planów na przyszłość i to jak najbardziej pozytywnych. Takie małe sukcesiki, które łączą się w jeden wielki sukces, który już osiągnęłam i nadal osiągam. I to wcale nie są puste słowa - ja to mam. I jestem bardzo szczęśliwa :)
Nie o tym jednak chciałam. Inspirują mnie ostatnio moi dalecy znajomi, którzy są bardzo aktywni na sławnym portalu F. Ja należę do tych użytkowników przyczajonych. Ja nie klikam, jak już to rzadko, nie piszę, nie chwalę się, nie umieszczam tych najbardziej intymnych informacji. Jestem po prostu, obserwuję i co dla mnie najważniejsze udzielam się w mojej grupie uczelnianej.
Niektórzy mają jednak mają inne pomysły na aktywność. Z podziwem oglądam poczynania jednej z moich znajomych, która jakiś czas temu rzuciła studia i poczęła wspinać się po szczeblach kariery w jednej z sieci handlu, w bardzo sławnym dziś marketingu wielopoziomowym. Chwała jej za to, niech pracuje. Dlaczego jednak wykorzystuje F jako platformę do... no właśnie do czego?
Każdego poranka, każdego wieczora, dzień w dzień widzę wpisy na temat owej motywacji. Święte słowa na temat szczęścia, dążenia do perfekcji, motywacja, motywacja, motywacja, sukces. O tak, sukces to słowo klucz.
Czy coś tu jednak nie zgrzyta? Codzienny cytat o sukcesie i motywacji w dążeniu do niego, trochę już mdli. Niektóre zdania ocierają się ideologią o jakąś sektę, która wbija do głowy swoim członkom te same hasła. Szkoli armię, która powtarza: sukces, sukces, sukces.
Ja tymczasem żyję po swojemu. I naprawdę po swojemu - nie powtarzam po nikim pustych haseł. Sukcesy, które osiągam kreuję sama, nikt mi ich nie podpowiada.
Codziennie małe, malutkie sukcesiki, małe motywacje. Kolejne dokończone zlecenie, parę pomysłów, kolejne kartki pracy magisterskiej, opanowanie zamętu na uczelni, wypłata na koncie ( oj to duża motywacja!), kieliszek wina, który wypijam szczęśliwa, w spokoju. Jego pocałunek wieczorem, przyjemne uczucie, że On nadal jest obok mnie, snucie planów na przyszłość i to jak najbardziej pozytywnych. Takie małe sukcesiki, które łączą się w jeden wielki sukces, który już osiągnęłam i nadal osiągam. I to wcale nie są puste słowa - ja to mam. I jestem bardzo szczęśliwa :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)