Parę tygodni temu zepsuł nam się w studenckim gniazdku telewizor. Popukaliśmy go, postukaliśmy, on dalej nie działał. Ze smutkiem go więc pożegnaliśmy i odstawiliśmy na szafę. Ze smutkiem, bo to wierny towarzysz naszych posiłków był i grało coś zawsze jak się człowiek rano szykował i jak szedł spać.
I nagle gdy go nie ma, coś się zmieniło. Martwa cisza? Niekoniecznie. Posiłki zupełnie inne. Takie bardziej wspólne, rozmowne. I kolacje romantyczniejsze. I wieczory takie spokojniejsze i na spacer bardziej chce się pójść.
Nie brak mi też zgiełku informacji. Teraz mam wrażenie, że w odbiorniku był tylko krzyk, krzyk i tragedie. Teraz wystarczy mi, że wiem co się w świecie dzieje - jest przecież Internet ( tylko tutaj też trzeba umieć filtrować informacje) oraz parę ciekawych artykułów. No i czasem obejrzymy jakiś film albo serial przez Internet. Ale to ja wybieram, nie muszę słuchać wrzaskliwych "ogłupiaczy".
Czytanie blogów to też bogactwo wiedzy. Naprawdę. Ostatnio z jednego zaczerpnęłam pomysł badań na zajęcia.
I mimo, że mieliśmy skombinować nowy telewizorek, to jakoś mi nie śpieszno.
Jest cicho, spokojnie, błogo i bardzo bardzo miło :)
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
niedziela, 14 kwietnia 2013
Ideały
Chodzę sobie po blogach, czytam i czytam. Czasem ludzie mnie zadziwiają.
Pisałam już licencjat o pogubionych nastolatkach, które dążą do ideału, odchudzają się, katują, pragną zdobyć uznanie, sukces, powodzenie u chłopaka. Zapewne takim nastolatkom z odrobiną pomocy minie.
Ale co jeśli widzę wypowiedzi młodej, ale dorosłej już kobiety, która twierdzi, że ten ideał chce osiągnąć? Kupuje tony kosmetyków, odchudza się, planuje, rozważa. Być może myśli, że jeśli schudnie parę kilo, osiągnie w życiu sukces? Czy będzie kiedyś szczęśliwa? No bo jak schudnie to mięśnie będą nie takie, a może nogi będą nierówne albo nos nie w tę stronę przekrzywiony.
Czyż w w tym wieku nie powinno wiedzieć się już, że czegoś takiego jak ideał po prostu nie ma?
Rozumiem stawianie sobie celów, ciągłe rozwijanie się - to jest piękne. Ale tego co dała nam "Bozia" już raczej nie zmienimy. Zamiast walczyć ciągle z tym czego w sobie nie lubimy, po prostu to pokochajmy.
I przeklinam czasem te wszystkie mass media, modę, te gazetki, o których pisałam parę notek temu. To wszystko robi z nas takie babsztyle pędzące ślepo ku jednemu - ku ideałowi spoglądającemu z okładki.
No i każda z nas się na to nabiera. A to kupi się krem na podniesienie cycków, a to cudowne pastylki zmniejszające łaknienie, a to szminka dziesięciokrotnie powiększająca usta.
I gdzie tu miejsce na oryginalność?
Pisałam już licencjat o pogubionych nastolatkach, które dążą do ideału, odchudzają się, katują, pragną zdobyć uznanie, sukces, powodzenie u chłopaka. Zapewne takim nastolatkom z odrobiną pomocy minie.
Ale co jeśli widzę wypowiedzi młodej, ale dorosłej już kobiety, która twierdzi, że ten ideał chce osiągnąć? Kupuje tony kosmetyków, odchudza się, planuje, rozważa. Być może myśli, że jeśli schudnie parę kilo, osiągnie w życiu sukces? Czy będzie kiedyś szczęśliwa? No bo jak schudnie to mięśnie będą nie takie, a może nogi będą nierówne albo nos nie w tę stronę przekrzywiony.
Czyż w w tym wieku nie powinno wiedzieć się już, że czegoś takiego jak ideał po prostu nie ma?
Rozumiem stawianie sobie celów, ciągłe rozwijanie się - to jest piękne. Ale tego co dała nam "Bozia" już raczej nie zmienimy. Zamiast walczyć ciągle z tym czego w sobie nie lubimy, po prostu to pokochajmy.
I przeklinam czasem te wszystkie mass media, modę, te gazetki, o których pisałam parę notek temu. To wszystko robi z nas takie babsztyle pędzące ślepo ku jednemu - ku ideałowi spoglądającemu z okładki.
No i każda z nas się na to nabiera. A to kupi się krem na podniesienie cycków, a to cudowne pastylki zmniejszające łaknienie, a to szminka dziesięciokrotnie powiększająca usta.
I gdzie tu miejsce na oryginalność?
sobota, 13 kwietnia 2013
Miłość
Lekko odurzona winem obejrzałam przed chwilą " Miłość" M. Haneke. I teraz dla odmiany jestem lekko odurzona filmem. I choć ziewnęłam czasem, to czasu za straconego nie uważam.
Bez lukrowanych scen, bez pięknych młodych panien i przystojnych kawalerów, bez fikuśnej fabuły z happy endem też można pokazać uczucie.
I to jakie...
Jak powiedziała moja mama każdy młody człowiek powinien to obejrzeć.
No cóż, mnie też mam nadzieję czas kiedyś przyprószy siwym włosem. I chciałabym mieć wtedy, tak jak i dziś oparcie. Silne ramię gdzieś obok, wsparcie w każdej możliwej sytuacji. Gdy będę chora i zasmarkana, ale też wtedy gdy będę miała ogromny problem.
Chcę oglądać za kilkadziesiąt lat swoje zdjęcia i tak jak bohaterka filmu patrzeć na swoje długie i piękne życie.
No to czas ten album życia zapełniać, prawda? Bo czas pędzi i gna i przecieka przez palce. Ale to już temat na inne rozmyślania.
Więc żeby tego czasu nie marnować uciekam prosto w ramiona mojego mężczyzny.
Tak po prostu. Ot tak, cieszyć się.
Bez lukrowanych scen, bez pięknych młodych panien i przystojnych kawalerów, bez fikuśnej fabuły z happy endem też można pokazać uczucie.
I to jakie...
Jak powiedziała moja mama każdy młody człowiek powinien to obejrzeć.
No cóż, mnie też mam nadzieję czas kiedyś przyprószy siwym włosem. I chciałabym mieć wtedy, tak jak i dziś oparcie. Silne ramię gdzieś obok, wsparcie w każdej możliwej sytuacji. Gdy będę chora i zasmarkana, ale też wtedy gdy będę miała ogromny problem.
Chcę oglądać za kilkadziesiąt lat swoje zdjęcia i tak jak bohaterka filmu patrzeć na swoje długie i piękne życie.
No to czas ten album życia zapełniać, prawda? Bo czas pędzi i gna i przecieka przez palce. Ale to już temat na inne rozmyślania.
Więc żeby tego czasu nie marnować uciekam prosto w ramiona mojego mężczyzny.
Tak po prostu. Ot tak, cieszyć się.
czwartek, 11 kwietnia 2013
Samodzielny jak student
Parę wpisów temu narzekałam na studentów. Ale nacja ta na pewno ma swoją mocną stronę. Przetrwanie.
Od paru lat powtarzam - chcesz mieć dobrego i gospodarnego męża - wyślij go na studia. Człowiek sam, z daleka od domu, a najlepiej z niedużymi finansami nauczy się tej trudnej sztuki radzenia sobie.
Często po ślubie rozczarowane młode mężatki wpatrują się w swojego ukochanego i dziwią się, że a to wyprać sobie nie umie, a to do sprzątania się nie garnie a na romantyczną kolację to tylko do restauracji.
Ja gdybym na studia nie poszła to nadal pewnie nie umiałabym ugotować zupy, wyczarować szybkiej kolacji z resztek w lodówce albo zrobić obiadu za parę złotych na cały tydzień. Rodzina natomiast nadziwić się nie może, że potrafię tak sprawnie i efektywnie sprzątać - kiedyś też nie miałam tych czynności tak opanowanych. W dodatku kryzysowe sytuacje rozwiązuję na medal. Nie chwaląc się jestem mistrzem mycia okien bez użycia specjalnego środka. Wystarczy kapka szamponu lub chusteczki do mycia okularów. Skuteczne, a jak ładnie pachnie!
I jak grzyby po deszczu wyrastają poradniki, strony: jak przetrwać, jak ugotować najtaniej, jak zagrzać parówkę gdy nie masz garnka itd. Skorzystać może nie tylko student :)
A i żeby zadbać o potrzeby wyższego rzędu pewnie i jakieś darmowe wyjście do kina się skombinuje.
Student żebrak, ale pan!
Od paru lat powtarzam - chcesz mieć dobrego i gospodarnego męża - wyślij go na studia. Człowiek sam, z daleka od domu, a najlepiej z niedużymi finansami nauczy się tej trudnej sztuki radzenia sobie.
Często po ślubie rozczarowane młode mężatki wpatrują się w swojego ukochanego i dziwią się, że a to wyprać sobie nie umie, a to do sprzątania się nie garnie a na romantyczną kolację to tylko do restauracji.
Ja gdybym na studia nie poszła to nadal pewnie nie umiałabym ugotować zupy, wyczarować szybkiej kolacji z resztek w lodówce albo zrobić obiadu za parę złotych na cały tydzień. Rodzina natomiast nadziwić się nie może, że potrafię tak sprawnie i efektywnie sprzątać - kiedyś też nie miałam tych czynności tak opanowanych. W dodatku kryzysowe sytuacje rozwiązuję na medal. Nie chwaląc się jestem mistrzem mycia okien bez użycia specjalnego środka. Wystarczy kapka szamponu lub chusteczki do mycia okularów. Skuteczne, a jak ładnie pachnie!
I jak grzyby po deszczu wyrastają poradniki, strony: jak przetrwać, jak ugotować najtaniej, jak zagrzać parówkę gdy nie masz garnka itd. Skorzystać może nie tylko student :)
A i żeby zadbać o potrzeby wyższego rzędu pewnie i jakieś darmowe wyjście do kina się skombinuje.
Student żebrak, ale pan!
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Nowa era młodzieży
Wiem, wiem, że już za czasów Sokratesa narzekano na ówczesną młodzież, kompletnie jej nie rozumiano, obawiano się o przyszłość państw i narodów. " Co z nich wyrośnie" - powiadano z rezygnacją.
Ja będąc jeszcze młodszą niż jestem osóbką obiecałam sobie, że zawsze młodzież będę rozumieć no i oczywiście swoje dzieci w duchu tego ponad pokoleniowego zrozumienia wychowywać będę.
Stoję jednak niedawno na przystanku wpatrując się w licznie zgromadzonych ludzi. Dostrzegam grupkę dziewczynek, nazwać ich inaczej nie mogę. Dziewczynek po prostu, ledwo wyrośniętych od ziemi, dopiero co do szkoły wyprawionych, gdzieś 8-10 lat na oko. Jedna z nich jednak się wyróżniała. Nie wzrostem czy obwodem brzucha ale swoim pięknym ubrankiem, wyjętym jakby z paryskiego journala. Włoski pięknie falowane, opadały na idealnie skrojony płaszczyk podkreślający wdzięki dziewczęcia. Nie wiedziałam nawet, że 10 latka może mieć taką talię. Torebka rzecz jasna markowa, trochę kosztować musiała. Na ustkach połyskiwała subtelnie czerwona szminka. Gdy wyciągnęła swój supernowoczesny telefon zawstydziłam się spoglądając na mojego już zużytego smartfona.
I stwierdziłam wtedy, że moje postanowienie o wiecznym rozumieniu młodszych ode mnie legło w gruzach. Ja w tym wieku raczej na pewno marzyłam o tornistrze z bajkowymi postaciami a malowanie szminką i innymi kosmetykami mamy odbywało się tylko przed lustrem, jako zabawa w księżniczkę.
A szkoda, myślałam, że jako młoda pani pedagog, pójdę do jakiejś placówki i będę rozumieć się z dzieciakami - przecież ja sama stosunkowo niedawno chodziłam do szkoły.
Tymczasem będę musiała się uczyć wszystkiego od początku. Począwszy od kultury i języka dzieciaków po zbyt wyrozumiałych i pozwalających na wszystko rodziców.
I chyba, że każdy z nas stanie przed taka ścianą lub jakieś miłe dziecko uświadomi, że my już niczego nie rozumiemy, nie czaimy, nie kumamy bazy, a w ogóle to jesteśmy stare pryki. Taka kolej rzeczy.
Ja będąc jeszcze młodszą niż jestem osóbką obiecałam sobie, że zawsze młodzież będę rozumieć no i oczywiście swoje dzieci w duchu tego ponad pokoleniowego zrozumienia wychowywać będę.
Stoję jednak niedawno na przystanku wpatrując się w licznie zgromadzonych ludzi. Dostrzegam grupkę dziewczynek, nazwać ich inaczej nie mogę. Dziewczynek po prostu, ledwo wyrośniętych od ziemi, dopiero co do szkoły wyprawionych, gdzieś 8-10 lat na oko. Jedna z nich jednak się wyróżniała. Nie wzrostem czy obwodem brzucha ale swoim pięknym ubrankiem, wyjętym jakby z paryskiego journala. Włoski pięknie falowane, opadały na idealnie skrojony płaszczyk podkreślający wdzięki dziewczęcia. Nie wiedziałam nawet, że 10 latka może mieć taką talię. Torebka rzecz jasna markowa, trochę kosztować musiała. Na ustkach połyskiwała subtelnie czerwona szminka. Gdy wyciągnęła swój supernowoczesny telefon zawstydziłam się spoglądając na mojego już zużytego smartfona.
I stwierdziłam wtedy, że moje postanowienie o wiecznym rozumieniu młodszych ode mnie legło w gruzach. Ja w tym wieku raczej na pewno marzyłam o tornistrze z bajkowymi postaciami a malowanie szminką i innymi kosmetykami mamy odbywało się tylko przed lustrem, jako zabawa w księżniczkę.
A szkoda, myślałam, że jako młoda pani pedagog, pójdę do jakiejś placówki i będę rozumieć się z dzieciakami - przecież ja sama stosunkowo niedawno chodziłam do szkoły.
Tymczasem będę musiała się uczyć wszystkiego od początku. Począwszy od kultury i języka dzieciaków po zbyt wyrozumiałych i pozwalających na wszystko rodziców.
I chyba, że każdy z nas stanie przed taka ścianą lub jakieś miłe dziecko uświadomi, że my już niczego nie rozumiemy, nie czaimy, nie kumamy bazy, a w ogóle to jesteśmy stare pryki. Taka kolej rzeczy.
piątek, 5 kwietnia 2013
Gazetki dla kobietki
Wpadła mi w ręce jakaś gazetka, z jakąś uśmiechniętą panią na okładce. Wszystko to co kobieta wiedzieć powinna. Czyli? Jak się ładnie umalować i ubrać, ugotować smaczny posiłek, wychować grzeczne i ułożone dziecko, ułożyć męża by nie zdradzał a na końcu w ramach rozrywki sprawdzić horoskop. Oczywiście w horoskopie napisane, że i coś się przypali i dziecko nieposłuszne będzie i mąż będzie fikał na prawo i lewo, więc następny numer wspaniałego czasopisma trzeba kupić.
I tak w saloniku prasowym przejść się można i pewnie 8/10 gazet dla pań pod ten wzór będzie sprzedawanych. No cóż, pewnie się sprzedaje... Bo i tanie. Wartościowsze pozycje są 2, 3 razy droższe, no ale to już pewnie dla innych kobiet, dla tych co osiągnęły sukces, wybiły się ponad wyżyny i mogą pozwolić sobie na intelektualne wzniesienia.
I czasem się zastanawiam gdzie się zaklasyfikować, bo dla mojej grupy wiekowej to chyba przeznaczone są te specjalistyczne o modzie i plotki o gwiazdach. Czyli płacę kupę kasy za to, że ktoś mi pokaże co mogę w różnych sklepach kupić ( jakby buszowanie między wieszakami już nie przynosiło radości).
Tylko jakoś się w tym nie odnajduję. Nie umiem się wciskać w ramkę. Może ktoś mnie wciśnie i zaklasyfikuje gdzieś? Bo czasem w kiosku czuję się jak przybysz z nieznanej planety.
I tak w saloniku prasowym przejść się można i pewnie 8/10 gazet dla pań pod ten wzór będzie sprzedawanych. No cóż, pewnie się sprzedaje... Bo i tanie. Wartościowsze pozycje są 2, 3 razy droższe, no ale to już pewnie dla innych kobiet, dla tych co osiągnęły sukces, wybiły się ponad wyżyny i mogą pozwolić sobie na intelektualne wzniesienia.
I czasem się zastanawiam gdzie się zaklasyfikować, bo dla mojej grupy wiekowej to chyba przeznaczone są te specjalistyczne o modzie i plotki o gwiazdach. Czyli płacę kupę kasy za to, że ktoś mi pokaże co mogę w różnych sklepach kupić ( jakby buszowanie między wieszakami już nie przynosiło radości).
Tylko jakoś się w tym nie odnajduję. Nie umiem się wciskać w ramkę. Może ktoś mnie wciśnie i zaklasyfikuje gdzieś? Bo czasem w kiosku czuję się jak przybysz z nieznanej planety.
wtorek, 2 kwietnia 2013
Pasja i walka z zimą.
A tymczasem wszyscy czekają na wiosnę. Moje rozklejające się zimowe butki też - przecież to paranoja, żebym w kwietniu miała kupować śniegowce. Póki co jeszcze się nie uginam, walczę. Jutro na przywołanie wiosny kupuję trampki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)